Po kilku sezonach wreszcie przyszedł czas na zmianę sprzętu. Choć czas spędzony na Virago jeszcze długo będę wspominać, oczywiście miło, to jednak trzeba iść do przodu. Jako kolejny motocykl zdecydowałam się na Fazera 600. Myśl o tym sprzęcie, już dwa lata wcześniej chodziła po głowie, jednak wiadomo, nie każdego (jeszcze wtedy studenta) stać na (nawet) używany motocykl w granicach 8000 – 9000 zł.
Oczekiwania
Po przejechaniu około 30 000 km w poprzednim sezonie, w różnych warunkach pogodowych, z plecakiem lub bez, na czas czy też spacerowo, wreszcie miałam jednoznaczne pojęcie jakiego motocykla poszukuję. Fazer coraz bardziej wpasował się w moje wymagania.
Z racji tego, że dużo podróżuję, poszukiwałam sprzętu, przede wszystkim do turystyki. Motocykl, który będzie się dobrze zbierał, miał zapas mocy oraz będzie wygodny zarówno dla kierowcy jak i plecaka. Dodatkowo zależało mi na sprzęcie, który pójdzie na koło oraz pozwoli zejść na kolano. Fazer w moje oczekiwania wkomponował się idealnie. Czy potrzebuję czegoś więcej? Na ten moment nie. Czasem zastanawiam się, czy to ja dopasowałam motocykl do swojego stylu jazdy, czy podświadomie swój styl jazdy dopasował się, pod krążącego w myślach Fazera.
W pierwszej wersji zdarzeń w rachubę wchodził tylko i wyłącznie żółty kocur. Jednak, po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, że nie będę zachowywać się jak typowa baba, tylko bardziej niż na kolor (choć powszechnie wiadomo, że żółty jeździ szybciej niż srebrny :) ), skupię się silniku oraz sprawach technicznych.
Sam motocykl, o którym mowa, pojawił się właściwie z przypadku i okazyjnie. Choć osobiście uczulona jestem na słowo „okazja”, to jednak, jak się domyślacie, chęć posiadania Fazera, była silniejsza. Na szczęście zdarza się, że na swojej drodze, spotykamy ludzi, którzy potrafią trzeźwo spojrzeć na sytuację, w momencie kiedy my nie potrafimy. Jakkolwiek by nie było, wreszcie sprzęt pojawił się w garażu.
Oględziny
Jak to bywa często w przypadku sprzętów używanych, każdy na coś choruje. Przestałam się oszukiwać, że „nie bity, nie katowany, nie leżał”. I wam też radzę się oswoić z myślą, że motocykl używany, jak sama nazwa wskazuje, jest po prostu.... używany :). Kwestia tylko jak bardzo był eksploatowany. I w tym miejscu, przy kupnie należy objąć strategię. Najlepiej, by na motocykl spojrzał ktoś, kto jeździ podobnym sprzętem, kto od razu będzie wiedział, na co zwrócić uwagę w danym modelu oraz wyłapie wszystkie mankamenty danego egzemplarza.
Wygląd zewnętrzny
W przypadku mojej przyszłej Fazery pierwsza w oczy rzuciła się owiewka, która nie jest oryginalna, od tego modelu. Z jednej strony fajnie, bo wizualnie wygląda zdecydowanie lepiej od tych stosowanych w roczniku 99. Motocykl wygląda drapieżniej i agresywniej, nawet przyznam bez bicia, że poprzednia owiewka zupełni mi się nie podoba. Dlatego też, w pierwszym momencie poszukiwałam roczników 03. Tutaj ten problem był z głowy. Natomiast pojawił się inny temat do dyskusji. Musi być powód, dla którego owiewka została zmieniona. Gleba? Szlif? Dzwon? Prawdopodobnie nigdy się nie dowiem, jednak w myśl zasady „mniej wiesz dłużej żyjesz”, nie dochodziłam do sedna sprawy :) Grunt, że lagi i półka i kierownica proste. Zresztą będzie okazja przejechać się w trasę motocyklem, więc przekonam się na własnej skórze jak pracuje przednie zawieszenie oraz jak wygląda sprawa ze sterownością. Przyczepić mogłam się jeszcze do opon, które powoli kwalifikują się do wymiany. Ale cóż... patrząc racjonalnie – kto będzie sprzedawał używany motocykl z nowymi oponami? Raczej nikt, więc o takie rzeczy trzeba zadbać we własnym zakresie.
Silnik
Trzeba przyznać, że motor utrzymany jest w dobrym stanie. Jak na 12 letni sprzęt, na pierwszy rzut oka nie sprawiał wrażenia, zajechanego, dobitego, czy w trakcie zacierania. Pali bez zarzutów, widać, że poprzedni właściciel o niego dbał. Do delikatnej kosmetyki kwalifikowała się tylko linka sprzęgła. Należało ją wyregulować. Silnik pracuje bez zarzutów, chodzi równo. Gaźniki wyregulowane. Następna ingerencja w serce motocykla pewnie zimą. Żałuję jedynie, że nie miałam okazji przed kupnem sprawdzić sprzętu na hamowni.
Napęd
Fazer napędzany łańcuchem. Osobiście uważam, że to jedyne słuszne rozwiązanie, jeśli chodzi o system napędowy dla motocykla. Przesiadka z viragowego wału kardana na fazerowy łańcuch, to tylko kwestia przyzwyczajenia.
Sam łańcuch potrzebował naciągnięcia i smarowania. Egzemplarz Fazera, o którym mowa wyposażony jest w scottoiler. Jak wiadomo jest grono zwolenników oraz przeciwników owego urządzenia. W zasadzie samo posiadanie do niczego nie zobowiązuje. Nie ma nakazu korzystania z niego :) Natomiast w moim przypadku postanowiłam zapoznać się tym udogodnieniem i wyregulować. Jak się później okazało, nie jest to prosta sprawa, ale kiedy już wychwyci się system, to rzeczywiście scottoiler sprawdza się idealnie.
Dodatki
Szyba turystyczna - kilka centymetrów dłuższa od standardowej. Podgrzewane manetki, jak okazało się podczas testów – niedziałające, cóż nie można mieć wszystkiego. I co dla mnie najważniejsze brak wszelkich kufrów, stelaży i innych gadżetów zwiększających objętość całego motocykla. Minimalizm w czystej formie.
Zatankowane, łańcuch nasmarowany, czas ruszyć na testy...
Pierwszy test
Jeszcze przed zakupem. 480 km, z czego pierwsze 170 jako plecak. Cóż... jak to z tyłu... nuda. I nie mam tu na myśli, że kierowca kiepski. :) Pozycja w miarę wygodna, przynajmniej dla osoby moich gabarytów. Następnie przyszedł czas przejąć ster. I tutaj muszę przyznać, że za pierwszym razem byłam lekko podekscytowana i jednocześnie przerażona, co by nie zaliczyć gleby na starcie. Jednak po przesiadce z Virki doszłam do wniosku, że muszę nauczyć się jeździć od nowa :). Choć wcześniej zdarzało mi się latać F4, Daytoną 600, czy Firebladem 1000, ale to były raczej testy pokroju „mistrz długiej prostej”. Tym razem do pokonania miałam ponad 300 km na jeszcze wtedy zupełnie obcym sprzęcie. I muszę przyznać, że te 300 km pozwoliło na oswojenie się z maszyną. Fazer potrzebuje obrotów. Nie jest to motocykl, który ciągnie od samego dołu. Dlatego na początku musiałam się przyzwyczaić do zabawy z biegami. Tak na dobrą sprawę po mieście wystarczy 2 maksymalnie 3. Dopiero w trasie można w pełni korzystać z mocy. Jak to bywa w miejskiej dżungli, mimo oczu dookoła głowy oraz zasady ograniczonego zaufania, nie obyło się bez hamowania awaryjnego. Heble sprawdzone. Działają poprawnie.
Do testów na trasie wybrałam drogę lokalną. Zazwyczaj takimi podróżuję. Muszę przyznać, że nie zawiodłam się na Fazerce. Prowadzi się idealnie. Dokładnie tego oczekiwałam od motocykla. Zapas mocy, stabilność i wygodna pozycja na dłuższe trasy.
Drugi test
Już po zakupie. Trasa Szczecin – Ustka - Szczecin. Warunki pogodowe dość kiepskie. Temperatura powietrza -2 stopnie C, temperatura asfaltu około 5 stopni C. Podróż po zmierzchu oraz w nocy. Chyba brakowało tylko śniegu. A przyznać muszę, że obawiałam się opadów. Szczególnie, że gdy my krążyliśmy po północy kraju, południe przykryte było białym puchem. Mimo ciężki warunków pogodowych Fazer kolejny raz sprawdził się idealnie. Choć przyznać muszę, że przy tak niskiej temperaturze przyczepność była... żadna. Ale sądzę, że to nie wina samego Fazera a także chropowatych polskich dróg. Po dłuższej przerwie ciężko było rozgrzać silnik, jednak w trasie problemów nie sprawiał. Podróż pokonana płynnie, w jednostajnym tempie, przy obrotach silnika 7-8 tyś. I tak stwierdzam, że są to idealne obroty do jazdy zarówno w mieście jak i na trasie. Owszem, przy wyższych ma większego kopa, jednak do codziennych wyjazdów (po mieście jak i krajoznawczych) w zupełności wystarczy 7 tyś. Nawet przy takich obrotach możemy płynnie wyprzedzać, bez wcześniejszej redukcji biegu. Natomiast miło mieć tę świadomość, że to nie wszystko, na co go stać, przy wyższych dopiero zaczyna się konkretna zabawa.
Podczas pierwszej nocnej podróży światła dały się we znaki. Okazało się, że są zupełnie rozregulowane. Już po pierwszych kilometrach zorientowałam się, że „coś jest nie tak”. Sam fakt, że ja nie widziałam drogi, to jeszcze nie wszystko. Gorzej było w przypadku kierowców puszek, których Fazer oślepiał. Chyba pierwszy raz (a zdarza mi się często podróżować nocą) każdy samochód, który mnie mijał, agresywnie dawał do zrozumienia, że „dajesz po gałach”. Mało tego, nie można było też zbliżyć się do auta przy chęci wyprzedzania. Od razu w środku pojawiało się światło, niczym z jarzeniówki. W taki sposób, nie mogłam kontynuować jazdy. Chcąc nie chcąc, trzeba było zjechać i wyregulować spojrzenie. Niestety tutaj pojawił się kolejny problem – śruba do regulacji nie pozwoliła na idealne ustawienie świateł. Udało się poprawić, choć jeszcze nie tak jak powinno być. Grunt, by dojechać do celu. Później w garażu nastąpi ponowna regulacja.
Wnioski
Jak okazało się podczas obydwu testów spalanie motocykla było książkowe. Podczas podróży spalił dokładnie 6,4 l na 100 km. Jazda była w przeważającej części spokojna, choć nie zabrakło też odrobiny szaleństwa na winklach i prostych. Ze spalania jestem zadowolona. Skoro motocykl ma służyć nie tylko do przyjemności, ale jako zwykły środek transportu, to idealnie, jeśli ma odpowiednie spalanie. Szczególnie, gdy ceny paliwa dają do myślenia.
Już w pierwszym tygodniu posiadania Fazera nakręciliśmy w sumie 1500 km. Świadczy to tylko o jednym – trafiony motocykl, to dobry egzemplarz! A to dopiero początek wspólnej przygody. Powoli zaczynamy schodzić na kolano, choć jeszcze odrobinę centymetrów brakuje, to wiem, że na tym sprzęcie jest to możliwe. Kwestia przełamania własnej blokady.
Dane techniczne:
Yamaha FZS 600 Fazer Rok 1999
Pojemność skokowa: 599 ccm
Typ silnika: rzędowy czterocylindrowy
Ilość suwów: 4
Maksymalna moc: 95.00 KM (69.3 kW) przy 11500 RPM
Maksymalny moment obrotowy: 61.00 Nm (6.2 kgf-m or 45.0 ft.lbs) przy 9500 RPM
Stopień sprężania 12.0:1
Liczba zaworów na cylinder: 4
Rozruch: elektryczny
System chłodzenia: ciecz
Skrzynia biegów: 6 biegowa
Napęd: łańcuch
Waga motocykla gotowego do jazdy: 217.0 kg
Prędkość maksymalna 215.0 km/h (133.0 mph)
Przyspieszenie: 0-100 km/h 3.5 sek., 60-140 km/h 11.8 sek.
Pojemność zbiornika paliwa: 18.0 litry
Zużycie paliwa na 100 km: 6,4 l
Orientacyjne ceny modeli z roczników 99 – 03 (zaczerpnięte z Allegro): 6000 – 10 000 zł.


Komentarze
Twoj jest po swapie na ostatnia wersje,po co?
teraz jest brzydszy. :P
ja mam stelaze - szpeca ale nawet w miescie duzy kufer sie przydaje,a jak zaloze pozostale 2 to zaladuje tyle ,ile w seicento ;)
mi pali od 4 do 7,5 l/100km
Mój FAZER tak samo ma :)
Chyba nigdy nie przekroczył 6l
Pozdrawiam
Mi potrafił wziaść 10l na 100 w trasie ale też niewiele ponad 5.
Wszystko zależy od nas no i też od regulacji.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.