flm


Portal Czas wolny Wasze podróże Podbój Sycylii motocyklem, czyli w zbrojach na siodle stalowego rumaka

Podbój Sycylii motocyklem, czyli w zbrojach na siodle stalowego rumaka

Ponoć maj/czerwiec oraz wrzesień są odpowiednimi miesiącami dla wojaży motocyklowych na południe Włoch. Lipiec i sierpień nie są polecane z powodu zarówno zabójczych temperatur jak i tłumów turystów. My tymczasem wybraliśmy późny czerwiec, z powodu dłuższych dni i tym samym możliwości podróżowania przez długie godziny w siodle. Spodziewaliśmy się cieplejszego klimatu, ale chyba zapomnieliśmy, że cel naszej podróży sąsiaduje przez morze z Afryką. Na miejscu czekała nas konfrontacja z 37 stopniowym upałem, który raczej nie ułatwiał zwiedzania wyspy a spowalniał nas jak dwie okutane kożuchem muchy w smole.

Pierwsze oznaki tropików dały nam o sobie znać za Rzymem. Jednocześnie jako rekompensata pojawiły się na trasie piękne widoki – Apeniny po lewej i prawej, doliny i urokliwe miasteczka zawieszone na skałach w najbardziej niedostępnych miejscach. Bajka.

Wskakujemy na prom w Villa San Giovanni i już jesteśmy w Taorminie, mieścinie położonej u stóp Etny ze słynnym amfiteatrem greckim o niezrównanych widokach. Nocą wiatr szaleje na całego i słychać serię huków niosących się po niebie (zastanawiamy się, czy to z Libii, ale żeby aż tak było słychać?). Zostawiamy moto pod nowym pokrowcem Luis New Lite, zaciągamy mocno ściągacze na koła. Plandeka bardzo dokładnie przylega do motocykla. Teraz nie straszne mu salwy sycylijskiego wiatru ani deszcz (którego jest tu raczej jak na życzenie) więc możemy spać spokojni o pewność tego zabezpieczenia.

W Taorminie odkrywamy piękną starówkę, widoki na język wybrzeża z przepięknym lazurem morza, widok jak malowany z taniej widokówki, nas rozczula swoim urokiem. W pobliżu Taorminy nie brak malowniczych wiosek, położonych na wzgórzach lub tuż przy plaży z kolorowymi łódkami oraz rajskimi wyspami tuż przy wybrzeżu. Robimy rundę przejeżdżając wzdłuż znanej plaży w Giardini Naxos.

Z Taorminy załadowni po zęby w zbroje motocyklowe mkniemy zobaczyć Syrakuzy. Do miasta wjeżdżamy w samo południe, kiedy każde żywe stworzenie szuka tylko jednego – cienia. Zaopatrzeni w nowe torby na kaski Moto Detail, które świetnie się sprawdzają przy zwiedzaniu miasta z buta i chronią nasze garnki przed ewentualnymi uszkodzeniami, ruszamy w miasto. Mimo wysiłku włożonego w zwiedzanie w tym upale, stwierdzamy, że było warto. Piękne senne

Syrakuzy z romantycznymi wąskimi uliczkami żegnamy po kilku godzinach jadąc w kierunku Agrigento.
Nasz przewodnik wyraźnie podkreśla, że na zwiedzanie starożytnej Doliny Świątyń należy zaopatrzyć się w zapas wody i czapkę… Po kilku chwilach spędzonych na jej głównej alei rozumiemy dlaczego. Wzniesione za czasów państw-miast budowle są wspaniale zachowane. Podziwiamy je przez zalewające nas siódme poty. Wracamy na camping, gdzie małe zielone jaszczurki szaleją w najlepsze między namiotami. Znowu cieszymy się z toreb na kaski i pokrowca na moto. Niestety, sami nie posiadamy ochraniacza przed gościnnymi komarami, w który bardzo chętnie wskoczylibyśmy w całości.

Ruszamy w kierunku Palermo. Uzbrojeni w nasze ciasne spodnie i kurtki startujemy jak krzyżowcy wbici w swoje ciężkie zbroje. Jadąc krajówka odbijamy przed samą stolicą Sycylii w bok i przejeżdżamy lokalnymi drogami przez pasma gór z pasącymi się na zboczach zwierzakami, zabłąkanymi osłami. Mijamy Corleone oraz miejscowość Marinea położoną tuż pod wielka skałą przypominającą kształtem ucho olbrzyma.

Wjeżdżamy do Palermo jak zwykle w samym środku sjesty – na szczęście ruch samochodowy o tej porze jest trochę spokojniejszy, niż zwykle. Palermo słynie z bardzo swobodnej interpretacji przepisów drogowych. Bardziej nerwowym kierowcom zaleca się pozostawienie pojazdu poza miastem. Trzeba dodać - to stwierdzenie zupełnie nie dotyczy motocykli, skuterów i wszelkiego rodzaju jednośladów, które poruszają się i są traktowane jak pojazdy uprzywilejowane. Samo miasto jest również chaotyczną mieszaną kultur, europejskiej, afrykańskiej, azjatyckiej. Warto zobaczyć piękne zabytki, które wyglądają jak cuda architektury zatopione w kulturowym koktajlu.

Z Palermo ruszamy zobaczyć katedrę i klasztor w Montreale. Sprzedawca w lodziarni podając mi wodę zapatrzony w nasze motocyklowe kozaki powtarza "Caldo, caldo…" (ciepło, ciepło!). Chłopak nie mógł pojąć po kiego diabła komuś w tych temperaturach takie obuwie?! W katedrze podziwiamy jedne z najcenniejszych i największych złotych mozaik kościelnych.

Potem dajemy na wchód. Nasza kolejna stacja nieopodal miasteczka Cefalu, z uroczymi widokami na niewielki port i rynek. Jest niedziela i na jednej z niewielu piaszczystych plaży w okolicy ściągają całe rodziny z dzieciakami. To wszystko zalewają fale turystów przelewające się bez celu we wszystkich kierunkach zaopatrzone w bukiety lodów, które tylko czekają aby, w tym tłumie, wylądować na Twojej koszulce. Z urokliwego, lecz mocno zatłoczonego Cefalu jedziemy na przejażdżkę po pobliskich wioskach ukrytych na szczytach wzgórz. Wspinamy się po winklach ostro pnących się pod górę. Tutaj wreszcie zażywamy motocyklowej zabawy klucząc po serpentynach o nachyleniu niemal 45 st. Widoki wprost niesamowite – Sycylia jak na dłoni.

Następnego dnia pozostaje nam zaliczyć wyprawę na Etne – z naszego campingu musimy wpierw przejechać 260 kilometrów, aby trafić pod bazę wypadową na wulkan, co zresztą czynimy odziani wyłącznie w tiszerty i krótkie spodenki w obowiązkowych kaskach. Po szczęśliwym dotarciu na parking pod Etną decydujemy się podejść samodzielnie na szczyt. Co by powiedzieli czytelnicy gdybyśmy, jak wszyscy inni, wjechali do góry kolejką a potem zapakowali tyłki w jeepa i wio na szczyt? Nie, wiałoby nudą. Trampki, choć tego nie wykluczają to jednak nie należą do najlepszych w tym celu. Dla nas były bagażowym kompromisem bo o butach trekowych , aby je wcisnąć w kufry, nie było mowy. Choć idzie się dobrze to jednak stromizna i paskudnie osuwający się spod stóp pył wulkaniczny skutecznie wyprał z nas cała energię. To co zastajemy na górze warte było całego tego wysiłku. Kratery w kolorach miedzi i brązu wypluwają raz po raz szare dymy, z góry dostrzec można nawet wybrzeże, schowane za rozedrganym powietrzem. Panuje tu przyjemny chłód, to znaczy około 22 stopnie ciepła. Wiatr wyrywa aparat z ręki, więc wczepieni w grań krateru oblatujemy cały kompleks cykając zdjęcia jak automatem. Zarówno widoki jak i wiatr na szczycie powalają nas prawie z nóg.

Powrót. Z powrotem przez prom na półwysep. Nasze organizmy wyraźnie domaga się sjesty w cieniu jakiejś palmy. Nie chcę powodować postoju w tym zaduchu, walczę więc z opadającymi powiekami. Gdy przybijam komara stukając kaskiem o kask Piotrka zatrzymujemy się. Biorę dwa łyki koncentratu z guarany i trochę pomaga. Upał towarzyszy nam do końca dnia. Nawet gdy o 20-ej docieramy do Pompei jest ledwo o 2 stopnie mniej. I podobnie przez cały następny dzień. Wprost marzymy o chłodnym orzeźwiającym deszczu, takim jak to często można spotkać w naszym kraju.

Wracamy szczęśliwi i spaleni od słońca. Na koniec myślimy o kolejnych wyjazdach i zastanawiamy się nad kierunkiem na przyszły rok – gorąca Hiszpania czy chłodna Irlandia?

Zarówno my jak i nasze moto jesteśmy głodni dalszych przygód. Za powodzenie wyprawy chcemy serdecznie podziękować:

- sklepowi internetowemu termoaktywne.net.pl za wypasioną termo-bieliznę Biker's Cooler, dzięki której podróżowaliśmy przez deszcz i słońce bez przymusu ciągłego  ubierania i rozbierania się.

- firmie Moto -Akcesoria za torby na kaski, które są świetnym wynalazkiem do turystyki motocyklowej, szczególnie jeśli ma się w planach zwiedzanie z buta w terenie. Świetnie również spisał się nowy pokrowiec dla FJR, którego nie pokonał żaden wiatr.

- sklepowi internetowemu termoaktywne.net.pl za wypasioną termo-bieliznę Biker's Cooler, dzięki której podróżowaliśmy przez deszcz i słońce bez przymusu ciągłego  ubierania i rozbierania się.

- prezesowi salonu POLand POSITION w Warszawie za odjazdowe koszulki, najlepszy kask, oraz pomoc w przygotowaniu maszyny

- agencji FPU za pakiet bezpieczeństwa dla nas i dla motocykla Allianz Bike Care (fpu.com.pl)

- portalowi ścigacz.pl za patronat medialny

- rodzicom, koleżankom i kolegom z GM Records, oraz wszystkim którzy pozytywnie zareagowali na naszą zapowiedź i trzymali za nas kciuki

ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ Z WYPRAWY

 

Kalendarz

<<  Maja 2012  >>
 P  W  Ś  C  P  S  N 
   1  2  3  4  5  6
  7  8  910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Polecamy